Pierniki które piekę nie robią się twarde. Nie trzeba ich piec na dwa miesiące przed planowanym objadaniem się. Dlatego u mnie robię je zazwyczaj 2-3 razy, bo pierwsza partia nigdy nie może dotrwać do Wigilii.

Pierniczki.
250g cukru (375ml)
250g miodu (225ml)
cała Kasia
3 łyżki kakao
2 płaskie łyżeczki amonu (kwaśny węglan amonu)
1 łyżeczka sody
1 opakowanie przyprawy korzennej do piernika
4 jajka
1kg mąki ( zawsze jest więcej potrzebne )
Cukier, miód, Kasię, kakao, amon i przyprawę rozpuścić na wolnym ogniu i ostudzić.
Wlać do miski, dodać mąkę, sodę i jajka. Zagnieść. Ciasto powinno być konsystencji plasteliny - takie nieprzyklejające się do rąk, ale też nie suche, dlatego tę mąkę ponad kilogram należy dodawać małymi porcjami. Piec ok. 7min w 170°C, w termoobiegu.

W tym roku chciałabym aby były w dwóch kolorach i milionach ich odcieni - beż, bordo, ecru, krem... Mam ochotę na takie jednolite kolorystycznie święta. I taka będzie moja choinka - zachowana w dwóch kolorach.
Dostałam od Mikołaja śliczne foremeczki ceramiczne do muffinów. Moje maleństwa do babeczek schowałam, teraz do kolekcji mam większe. Dla samej przyjemności posiadania...

Jestem zakochana w tych drobniutkich, białych foremkach. Cieszą moje oczy, bo piękne przedmioty to sama przyjemność...
Chciałabym Święta JUŻ. W tym roku będą inne niż zawsze, ale na pewno będą równie piękne.
Pozdrawiam Was w trochę nostalgicznym nastroju,
Agnieszka.
PS. Pamiętajcie o CANDY!



























