Jestem kwiaciarą. Uwielbiam rośliny. Kolekcjonuję hoje (na parapecie) i hosty (w ogrodzie). Na to hobby wydaję zdecydowanie więcej, niż powinnam. To trochę "wina" mojej Mamy, bo miłość do roślin zaczęła się w moim rodzinnym domu. Od kilku lat kupuję rośliny z różnych miejsc na świecie - Holandia, Tajlandia, szkółki w Polsce... Około pół roku temu przeglądając Pinterest trafiłam na roślinkę, która apogeum swojej popularności w naszym kraju osiągnęłam dobre kilkanaście lat temu - Pilea peperomioides, zwana pieniążkiem gościła na naszych parapetach już dawno temu. Niestety, jak to bywa z wieloma klasycznymi roślinami, ciężko było ją dostać. Kiedy pewnego razu zapytałam na moim Facebooku, czy ktoś ze znajomych ją ma i mógłby mnie poratować, odezwały się dwie moje koleżanki - jedna roślinka trafiła do mojej Mamy, a druga - od Ani - do mnie. Dziś mój mały pieniążek jest całkiem sporą roślinką - właśnie przesadziłam jedno z jego "dzieci" do osobnej doniczki, a widzę że rośnie kolejne czworo.
Na początku nie byłam pewna, jak traktować pileę. Przesuszałam ziemię, sugerując się jej sukulentcznym wyglądem, a to błąd. Pilea lubi dość częste podlewanie, genialnie reaguje na odżywiane (aktualnie stosuję nawóz do storczyków do wszystkich moich parapetowych roślin) i świetnie czuje się na ciepłym, słonecznym południowym parapecie.
Na Pinterest można znaleźć masę inspiracji z pieniążkiem w roli głównej - szukajcie pod hasłem "pilea" bądź "chinese money plant" - można się zakochać! Poniżej kilka zdjęć z Pinterest właśnie.
A Wy macie na swoich parapetach pilee? Jak Wam rosną?
Pozdrawiam serdecznie,
Agnieszka








