13 wrz 2016

codzienne rytuały.

WYNIKI:

Doskonale pamiętam ten czas. Oczekiwanie, radość i nutka niepewności. Droga W. odezwij się proszę na agafleischer@gmail.com z adresem na ktory ma zostać wysłany wygrany zestaw. GRATULACJE!

Choć Staś jest jeszcze w moim, rozrastającym się z każdym dniem, brzuchu, i każdy dzień wypełniają najróżniejsze wyobrażenia, jak to będzie, gdy ten mały Cudak będzie już nie we mnie, a obok mnie, to już teraz mamy swoje małe rytuały. Poranki są zarezerwowane dla taty, który przed pójściem do pracy prowadzi monolog skierowany do Staśka, który pełen jest obietnic w stylu: "Bądź grzeczny i nie kop mamy. Za dwa chupa chupsy? No dobra". I w ten oto sposób nasze nowo narodzone dziecko zostanie przez tatę obdarowane całym wagonem lizaków. :) Wieczory z kolei zarezerwowane są dla nas. Leżę lub siedzę i obserwuję, jak Stasiu wprawia mój brzuch w ruch, tworząc niezliczone fale Dunaju. Opowiadam mu o mojej miłości do niego, czytam bajki, te, którymi męczyłam w dzieciństwie moją, zmęczoną po pracy, mamę i nie mogę się doczekać, kiedy zobaczę jak ten stworzony przez nas Cud, patrząc na mnie, wygina swoje maleńkie kąciki ust ku górze. :)
______________

Kompletowanie wyprawki za drugim razem jest łatwiejsze i... chyba jeszcze przyjemniejsze niż za pierwszym. Dlaczego? Mamy już doświadczenie w temacie i... całkiem spory zapas gadżetów po pierwszym Maluchu. Szczególnie tak jak u nas, kiedy dzieci urodziły się rok po roku. Tym razem pozwoliłam sobie na nutkę szaleństwa. Oprócz sprawdzonych rozwiązań (o których za chwilę), wybrałam kilka, które - oprócz funkcji użytkowej - zaspokajają moją potrzebę dekorowania wnętrz trochę inaczej niż zdawałoby się oczywiste.


Kącik dla Młodszego urządziłam w naszej sypialni, bo Starszak śpi w swoim pokoju i przesypia (zasadniczo) całe noce - szkoda byłoby zakłócać mu spokojny sen. Postanowiłam utrzymać go w stonowanych odcieniach. Oczywiście pojawiają się w wyprawce moje ukochane musztardy i miodowe żółcie (szczególnie ukochałam sobie kocyk Poofi i bodziaki Coodo), ale sama baza jest stonowana i raczej neutralna. Miejsce do spania to kołyska Little Hedonist, w której znaleźć można gniazdko Done by Deer. I tu zaczyna się temat rytuałów i przyzwyczajeń. Kiedy T. był niemowlęciem, zauważyłam że duże, klasyczne łóżeczko zupełnie nie spełniało swojego zadania. Zdawać by się mogło, że taki Malec był zwyczajnie przerażony ilością miejsca, które dostał do swojej dyspozycji. Na początku było dość nerwowo - wróciliśmy ze szpitala i oczekiwaliśmy, że w domu będzie spał spokojnie i w swoim łóżeczku. Ach jakże się myliliśmy! Odruch Moro, podwyższone napięcie mięśniowe i kilka tygodni za krótko w brzuchu sprawiły, że... bardzo szybko zaczęliśmy szukać rozwiązania. Niemowlęce łóżeczko stało puste. Dopiero po jakimś czasie odkryliśmy kilka "patentów" na spokojny sen. Podstawą okazało się ciasne otulanie i... spanie między Rodzicami, czyli ograniczenie przestrzeni. Tym razem już od dnia narodzin J. byłam mądrzejsza i wiedziałam jak działać.




Poprosiłam Tatę Chłopców o przywiezienie nam śpiworka-otulacza do szpitala już w drugiej dobie po porodzie. Młodszy spał spokojnie jak aniołek. Nawet położne i pediatrzy przychodzący na codzienny obchód bardzo chwalili nasz śpiworek nazywając go żartobliwie "maciczką". Uważam, że z GroBagami warto spróbować. Dzieci są różne, niektóre lubią być ciasno otulone, a inne nie. Dla mnie najważniejszy był sposób zapinania śpiworka (kryty zamek, wszyty po całej długości umożliwia zmianę pieluszki bez rozbierania malucha) i materiał z jakiego jest wykonany - miękka, dobrej jakości bawełna. Istotne jest, aby takie śpiworki mieć w domu dwa - zawsze jeden na zmianę, kiedy drugi będziemy musieli wrzucić do prania.



W kąciku J. mam też organizer od Beaba. Podobny stoi już od narodzin Starszaka w łazience. Wiedziałam, że przyda mi się drugi, aby pieluszki, mokre chusteczki i resztę niemowlęcych gadżetów mieć zawsze pod ręką. Dzięki temu nocne przewijanie między karmieniami jest dużo sprawniejsze - nie muszę biegać ze śpiącym i głodnym J. do łazienki.





Rytuały to ważna część mojego macierzyństwa. Sprawiają, że zarówno Chłopcy jak i ja sama jesteśmy spokojniejsi. Pilnuję godzin drzemek, jeśli jesteśmy poza domem to zawsze wracamy o określonej godzinie, nie rezygnujemy z codziennych kąpieli (rozmawiałam z Tatą Chłopców i zgodnie stwierdziliśmy, że przez 20mscy T. nie był wieczorem kąpany może ze 3 razy). Wiem, że są różne modele wychowywania.Że niektórzy nie lubią schematów. Że tak bardzo powtarzalny plan kolejnych dni może męczyć i sprawiać, że ktoś będzie czuł się ograniczany. Wszystko jest kwestią potrzeb. Ja mam potrzebę uporządkowania sobie codzienności,  bo inaczej mam poczucie, że wokół mnie panuje chaos. Lubię np. wiedzieć, że przede mną drzemka T. i 2-3godziny na odsapnięcie. Być mamą dwóch Synów jest podwójnie wspaniale. Ale też podwójnie trudno i męcząco. Dlatego cieszę się, że odkąd udało mi się ustalić pewien plan dnia ze Starszakiem, całkiem nieźle idzie mi trzymanie się go. To daje poczucie stabilności. A tego mi wyjątkowo mocno potrzeba.

Ciekawa jestem jak to wygląda u Was? Lubicie rutynę i powtarzalną codzienność? Napiszcie mi o tym w komentarzach. Razem z GroCompany Polska i Deglingos Polska podarujemy komuś z Was zestaw na dobry sen: otulacz-śpiworek GroBag i przytulankę hipopotama Deglingos. Zabawa trwa do 19. września, do północy. Wyniki podam tu, na blogu.


Czekam na Wasze opowieści i serdecznie pozdrawiam,
Agnieszka

Gniazdko Done by  Deer - TU
Kocyk ColorStories - TU
Otulacz-śpiworek - TU
Organizer Beaba - TU

Proporczyk z literką - TU
Drewniane korale XXL - TU
Ozdoby z tamborków - DIY
Drabina - TU

26 komentarzy:

  1. Witam, ja dopiero czekam na swoje maleństwo. Poród ma być za kilka tygodni. Otóż dopiero wyobrażam jak będą wyglądać nasze dni i nocki. Teorię mam za sobą:) Ale na pewno będziemy się starać ustalić plan dnia od pierwszych dni, ponieważ to może pomóc w planowaniu tez naszego życia z mężem, do czego jesteśmy przyzwyczajeni.
    Otulacz jest bardzo fajny i przede wszystkim praktyczny, szkoda że czegoś takiego nie było 28 lat temu, jak ja się urodziłam. Moja mama nie musiałaby w nocy kilka razy mnie ciasno przewijać otulaczem:))

    OdpowiedzUsuń
  2. Jaa bardzo lubie rytuały i one sprawiają, że moje macierzyństwo jest nieskomplikowane. Nie otulalismy maluszka, ale oczekujac drugiego bacznie przygladam sie tym spiworkom. Nasz kazdy dzien wyglada tak samo od wielu miesiecy, co wcale nie oznacza, ze jest nudno. Wstajemy o 7 i idziemy na sniadanie. O 8 ubieramy sie, myjemy zeby (razem, wiec robimy to chetnie:) i wychodzimy na spacer. Odwiedzamy rozne place zabaw i parki. Olgadamy samoloty, glaskamy pieski i obserwujemy swiat. Uczymy sie nasladowac dzwieki tego co obserwujemy. Jemy bananka i o 11 jestesmy w domu, by napic sie mleka i utulic do snu z ukochanym pluszakiem z ...Ikei. mam 3 a nawet 4 godziny dla domu i dla siebie. Zazwyczaj gotuje cos dobrego i odpoczywam. Jestem w 7 miesiacu ciazy i w listopadzie bede miala drugiego chlopca.
    Po pobudce obiadek i lecimy na kolejny spacer albo do dziadkow. Jesli pogoda nie dopisuje to ogladamy ksiazeczki, ukladamy klocki lub pieczemy. Wieczorem kapiel, kolacja, mycie zebow i spanie. Maly konsekwentnie byl odkladany od 8 miesiaca do lozeczka, od 10 we wlasnym pokoju i nie ma mowy, zeby byly problemy z zasypianiem lub noce w lozku rodzicow. Ja jestem spokojna, ze ma komfortowe warunki, cisze i temperature, jaka lubi. Niestety odkrywa sie w nocy... to mi spedza sen z powiek, ze moglby zmarznac:) jednak lulanie dziecka, placz, zasypianie z dzieckiem sa mi obce. Znam to tylko z opowiescizmeczonych i zniecheconych kolezanek.
    A to ze dni sa ulozone wg schematu? Duzo podrozujemy. Gdy mial pol roku bylismy na 2 lodowcach, zwiedzilismy cala Szwajcarie. Teraz, gdy jest starszy (19 miesiecy) po prostu wsiadamy do auta w porze drzemki, zebY na wycieczce maluch byl wypoczety. Pakowanie to pelny spontan. Bardzo pilnujemy, zeby wrocic do domu i miec czas na kapiel, nie przetrzymywac synka zbyt dlugo, bo wcale nie spi dluzej. Jedynie kolejny dzien jest dniem marudy.
    U nas rytualy to latwe macierzynstwo. Umiem rozplanowac dzien i nie zaskakuje mnie drzemka, zmiana pieluchy lub glod poza domem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mój Synek ma 14 miesięcy. Bardzo chciałam wprowadzić codzienne rytuały, ale rzeczywistość okazała się inna. Czasami decydowały o tym "okoliczności przyrody", a nieraz samo dziecko. Okazało się również, że jeśli dzień nie przebiegnie według ustalonego rytmu, świat się nie zawali :-) Wtedy próbuję przywrócić równowagę w dniu kolejnym. Moim ulubionym rytuałem jest pobudka i przytulanie się zaraz po przebudzeniu :-) Przede mną kolejne wyzwania, gdyż prawdopodobnie mój Synuś zostanie Starszym Bratem... Trzymajcie kciuki :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wg mnie powtarzalność, rytuały czy schematy są dziecku bardzo, ale to bardzo potrzebne. Tak zresztą wyczytałam w kilku miejscach i o ile nie traktuję poradników jako źródeł wiedzy wszelakiej (odnoszę się do nich zawsze z pewną dozą sceptycyzmu i podejrzliwości, bo nie lubię tzw. "prawd absolutnych" - dzieci bywają różne, ba! rodzice i środowisko bywają różne, więc każda rodzina, mikro komórka społeczeństwa potrzebuje wg mnie czegoś innego, jest wyjątkowa i należy jej się indywidualne podejście), to dobrze sprawdzać to w praktyce i potem albo odnotowywać na swojej liście faktów, albo mitów.
    Jeśli mowa o schematach, lubię synonim, który już padł wyżej: rytuały. Bo to nie są zwykłe czynności, powielane codziennie, nuuuda, brak wyobraźni czy jeszcze coś tego typu. Rytuał zakłada - i owszem - powtarzalność, ale stoją za nim same dobre cechy, działania: spajanie grupy, danie poczucia przynależności, bezpieczeństwa, uczestniczenia w życiu wspólnoty... To dotyczy i rytuałów religijnych, ale i "rytuałów codzienności" - zlaicyzowanych. Dla kogoś rytuałem może być picie kawy rano - gdy nie jest to już "sucha" (haha, bo mokra xD) czynność, ale coś więcej... moment odprężenia, relaksu, złapania zabieganych myśli... Dla dzieci wprowadzenie takich codziennych rytuałów jak np. model kolacja z wieczorynką (czyli pilnowanie ustalonej godziny) - mycie się - czytanie przed snem - spanie (stosowany w naszym domu) wprowadza poczucie bezpieczeństwa, ułatwia organizację dnia, nasze codzienne bycie razem. Nie wyobrażam sobie np. nie wypracować jako rodzic powtarzalnych czynności. Przy maluchu (teraz czterolatku i ośmiomiesięcznej córci) trzeba umieć się spiąć i trzymać wszystko w ryzach - dziecko nie wie często, że np. jest zmęczone. Kilka razy "testowaliśmy" kładzenie syna później (często z przypadku, gdy wracaliśmy zbyt późno np. z urodzin albo w Święta) i to nie był dobry pomysł. Więcej: kilka miesięcy temu mieliśmy z synkiem problem: budził się w nocy z krzykiem, trudno go było uspokoić, krzyczał i płakał, bił nas, nic do niego nie docierało. Poszukaliśmy i poczytaliśmy - to mogły być nie tyle nocne koszmary (bo z koszmaru dziecko się przebudza i nawet jeśli krzyczało, to jest już obudzone i można je uspokoić), co trudność w przetwarzaniu wszystkiego tego, co działo się w ciągu dnia. Dziecko wtedy niby jest obudzone, ale naprawdę wciąż śpi - nie ma też świadomości tego, co się stało, żadnych złych snów nie pamięta. Zwyczajnie mózg próbuje wszystko sobie poukładać, a jeśli było za dużo bodźców albo brak rytuałów... szaleje. I faktycznie. Synek budził się wtedy, gdy w ciągu dnia byliśmy bardziej zajęci czy energiczni niż kiedy indziej, kiedy pobyt na dworze wydłużał się i obfitował w emocje (co innego spędzanie całego dnia na powietrzu na wsi - to jakby inna "rzeczywistość", inne rytuały - wakacyjne ;)), a synek wracał z tatą godzinę później, niż powinien, a przez to szedł spać później. Powróciliśmy więc do naszej "nudnej" codzienności: pilnowania, by kolacja i sen przychodziły o tej godzinie, co zawsze - i problem z głowy! Synek zaczął lepiej sypiać.

    Dzieci potrzebują rytuałów i powtarzalności... To wcale nie musi być pojmowane jako jedno miejsce, jedna konkretna pora na spanie itp. Nawet rodzice dziecka, którzy podróżują z nim po świecie kamperem mają jakieś swoje wypracowane rytuały - chociażby wspólne posiłki w różnych miejscach czy inne tego typu ;) (Śpiewanie ballad na dobranoc pod gołym niebem?)
    Ważne, by dziecko wiedziało, czego może się spodziewać. By miało świadomość, że ta ogromna rzeczywistość, wielki świat jest gdzieś tam do ogarnięcia. Że bezkresny czas wcale taki bezkresny nie jest, ale odmierzają go chociażby poszczególne czynności. Że po A jest B i tak do Z. To daje poczucie bezpieczeństwa i taką - chociażby maleńką, nikłą - nadzieję, że nawet będąc takim maluchem, nie jestem mikroskopijną okruszyną, która nie ma na nic wpływu. Bo ma - a świat nie jest taki nieprzewidywalny...

    OdpowiedzUsuń
  5. Oh, tak, rytuały, powtarzalność lubię ja i mój siedmiomiesięczny malec bardzo. Przekonałam się o tym, kiedy zauważyłam, że mój synek uśmiecha się, gdy odkładam go na drzemkę do łóżeczka. Myślę, że daje mi znać " Tak mamo, teraz czas na sen". Maluszek czuje się bezpiecznie, a ja, nawet po męczącej nocy, planuję sobie te 2 godziny na małe przyjemności, np. na przegląd blogów☺. U mnie rytuały sprawdzają się i to już przy trzeciej przygodzie z macierzyństwem😍. Magda

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam rytuały, dziecko potrzebuje jasno określonych reguł co po czym następuje. Bezpieczeństwo, spokój jest nieodłącznym elementem wychowania i spokoju ducha. Moja mała ma już 7 miesięcy, czasem pokazuje że coś jest nie po jej myśli ale nasza konsekwencją pokazała że warto było uczyć ja od pierwszych chwil rytmu dnia. Sama jako młoda mama przywiązuje się do ludzi, miejsc i rzeczy. Jeżeli mam coś sprawdzonego kupuje ponownie, jeżeli nie szukam czegoś lepszego. Dzięki zastosowaniu planu dnia mam czas na siebie na dom, na odpoczynek. Oczywiście zdarzają się dni gdzie idziemy spać zamiast o 20 to 21:30, do tego bez kąpieli, ale spokój i dobro dziecka jest najważniejsze.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ooo tak rytuały to u nas w domu podstawa��
    Chronią mnie biedna mamę, od śmierci poprzez "zasmrodzenie" (jeżeli takowa istnieje), gdyż mama wie , że jej syn o godzinie 6 rano lubi sobie strzelić "dwójke", tak więc wstaje o 5.55 i szybko syna wysadzam na nocnik, w przeciwnym wypadku maluch robi w pampersa i nie omieszka mnie o tym nie poinformować,  poprzez przestawienie mi tyłka do twarzy.  Kolejnym rytualem naszym jest poranna herbatka z pokrzywy. Syn musi dostać ja od razu po zdjęciu z nocnika,  inaczej domaga się jej uderzając mnie po głowie butelka i krzycząc "tiććć" (czyt. pić). I tak sprytna mama przygotowuje sobie wcześniej taka herbatkę, że później tylko dolewam trochę cieplej wody i tadammm mam jeszcze około 5 minut snu ���� kolejnie jest pora na muzykę,  malec uwielbia Polo TV,  więc tak jak w przypadku herbatki,  albo dobrowolnie wezmę piloty i włączę mu ten telewizor, albo dostanie mi się pilotami po twarzy.  I tak mam spokój około 30 minut, aż się wytanczy ten mój mały MASERAK ��. Następnie przychodzi pora na śniadanie,  ostatnimi czasy wcina danonki,  więc zjada takie dwa i to dla niego jest śniadanie, niestety ciężko jest w niego wepchac coś pożywnego.  Z krzesełka do karmienia zaskakuje jak małpka bo wie, że idzie robić "myju myju ząbki ",a ząbki myć uwielbia więc czasami się zastanawiam, czy on tak szybko nie zjada tego śniadania,  żeby tylko już iść umyć te ząbki.  Kolejnym naszym rytualem jest spacer, synek uparcie chce iść sam, ale mama wie, że za trzy minuty będą go bardzo bolały nóżki i będzie go nieść, tak więc mama zawsze zabiera ze sobą wózek, wolę go pchac pół drogi pusty, niż nieść potem te 13 kg szczęścia. Tak chodzimy około 2 godzinki i potem wracamy gotować obiadek. Mały zjada bananka lub nektarynke, na co akurat mu ochota przyjdzie, a potem krzyczy "tiććć ", znaczy chce iść na drzemke,  jest to około godziny 12. Wyrywa kołderkę i podusie przez szczebelki łóżeczka,  kładzie się,  bierze swoją herbatkę i zasypia na ziemi, mamcia go potem przenosi , zadowolona bo ma 2 "wolne" godziny.  Tak "wolne" bo w tym czasie ogarnia dom, psa, obiad... Później budzi się chlopaczek, zje obiadek, czekamy na taty, aż wróci z pracy i zje i pędzimy do parku,  żeby maluch rozładowal energie z innymi dzieciakami ��w trakcie coś mama mu daje jeść, tak żeby nie wiedział,  że je bo wtedy wypluje, wracamy około 18, idziemy jeszcze do sąsiadki poskakac na trampolinie z rówieśnica i tak oto około godziny 20 wracamy, idziemy się kąpać, zjadamy kolacje, bierzemy witaminki ... oczywiście myjemy ząbki no i spać dodam,  że jest godzina 21.30 w porywach do 22.

    OdpowiedzUsuń
  8. Zawsze wiedziałam jak chce żeby wyglądało moje macierzyństwo oczywiście spodziewałam się ze rzeczywistość zweryfikuje moje plany i wyobrażenia ale czułam się pewnie zwłaszcza jeśli chodzi o codzienne rytuały i przewidywalnosc i nie dlatego że wyczytałam to z poradników dla radzicow ale ze względu na siebie bo poukladany dzień dawał mi poczucie kontroli a także spokoju. Oczywiście w pewnym momencie przyszło zwątpienie że poukladany dzień z maleństwem jest niemożliwy bo wszyscy tak mówili. Prysznic zapomnij makijaż i ulubiona sukienka za jakiś rok kawa ciągle zimna i ty głodna. Byłam przerażona ale szybko wmowilam sobie ze ja działam zadaniowo i może teraz przemówi przeze mnie próżność ale w tym całym macierzyństwie ja też jestem ważna i chce zachować siebie. Rytuały pilnowanie codziennego grafiku sprawdziły się doskonale przy synku ale też teraz przy córce. Dzięki przewidywalnos ijestczasna makijaż ina sukienkę ja jestem spokojniejsza i dzieci też każdy wie co kiedy następuje czasami słyszę zarzut o brak spontaniczności no cóż ja nie posiadam tej cechy ale czy czyni mnie to gorsza mama lub kobieta może dla innych tak ale dala moich dzieci wiem ze jestem najcudowniejsza mama pod słońcem bo jak synek mówi mamo kocham cie najbardziej we wszechświecie to tak musi być a codzienny przeszczesliwy uśmiech mojej Róży na mój widok mówi sam za siebie a dla męża jestem najcudowniejsza kobieta bo dałam mu genialne dzieciaki i wspólnie stworzyliśmy dom ale życie generalnie takie jakie sobie wymarżyliśmy.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jako mama dwójki dzieci w wieku 21 i 2 miesięcy muszę przywiązywać wagę do codziennych rytuałów :) Odkąd na świecie pojawił się Filip codzienna kąpiel o stałej porze dawała mu znak, że nastał wieczór i czas na spanie. W miarę jak dorastał wyrobiliśmy sobie stałe godziny spacerów i posiłków. Po urodzeniu się Kaliny od początku staramy się ją "wdrożyć" w wypracowany przez nas plan dnia - póki co bywa z tym różnie, ale kąpiel wieczorem zdaje egzamin i po najedzeniu się bardzo ładnie nam zasypia :) Zakładam, że im będzie starsza, tym lepiej nam to pójdzie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Wyłamię się mówiąć, że nie mam ustalonego planu dnia. A Pierwszy ma już prawie pół roku. Kiedyś zapisywałam przez kilka dni kiedy mały spał, jadł itd. ale nie było w tym na tyle dużej powtarzalności, żebym była w stanie ułożyć jakiś plan dnia. Czy żałuję? Jeszcze nie :) Zdarza mi się zostawiać go z mężem i wrócić przed północą. Raz nawet zabrałam 4-miesięcznego wówczas syna na wieczorny spacer i wróciliśmy o 23:45 :) nie chcę się zbyt mocno przywiązywać do rytuałów bo w takie tygodnie jak ten (trzy planowe wizyty lekarskie plus jedna nagła) byłabym jeszcze bardziej sfrustrowana... W tej chwili po prostu przyjmuję, że lekarz=dzień, kiedy zrobię mniej niż bym chciała.
    Poobserwuję raz jeszcze Małego i może uda mi się wyłapać jeszcze jakieś jego stałe zmiany nastroju i potrzeb poza pobudką miedzy 5:30 a 6:00 i spaniem między 19:00 a 20:30 :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Lubię poranne i wieczorne rytuały, ale bez bicia przyznaje się, że w ciągu dnia jest to jeden wielki spontan :D Przetestowałam to i już wiem, że inaczej nie potrafię, nudzą mnie powtarzalne i dwa identyczne dni! Dlatego podziwiam, ale nie zazdroszczę, nie dołączam też do konkursu, po prostu to mój głos w dyskusji ;) Buziaki dla Ciebie i Chłopaków <3

    OdpowiedzUsuń
  12. Przed narodzinami Naszej Pierwszej Córki mieliśmy ogromne plany odnośnie tego, jak będzie wglądał nasz dzień z Maleństwem i w zasadzie na planach się skończyło :) Nasza Mała miała swój rytm, swoje "zachcianki" i charakterek i nijak nie dało się tego wszystkiego pogodzić z naszym wyobrażeniem o uporządkowanym dniu, o ustalonych godzinach jedzenia, spania i zabawy. Jednak codziennie staramy się robić coś podobnego lub takiego samego, żeby dać dziecku poczucie stabilności i bezpieczeństwa. Do tej pory wszystko działa jak najlepiej mimo wcześniejszych planów i wszyscy jesteśmy szczęśliwi :)
    Btw zakochałam się w ozdobach z tamborków - może jakiś tutorial? ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Rutyna? Dawna ja powiedziałaby tylko "Nie,nie,nie!". Kiedyś wydawało mi się, że ciekawe życie to ciągły ruch, zmiany, nowości. Chciałam byc spontaniczna, chciałam podróżowac. Dzisiaj podobne zachowanie kojarzy mi się z brakiem przywiązania do czegokolwiek. Wyszłam za mąż za 12 lat starszego mężczyznę, założyłam rodzinę i w wieku 23 lat urodziłam córeczkę. Na wyciągnięcie ręki mam jednak osoby z naszego otoczenia (również te w wieku męża), które żyją według moich wcześniejszych wyobrażeń. Przenoszą się z miejsca na miejsce, rzucają pracę i zaczynają coś nowego by za kilka miesięcy ponowic eksperyment. Szukają szczęścia? Zawsze życzę im jak najlepiej. To nasi znajomi i przyjaciele. Nie mogę jednak nie dostrzegac, że to życiowi "Piotrusie Pani", którym coraz trudniej znaleźc partnera i utrzymac związek. Zostałam mamą, ale obiecałam sobie, że to nie koniec "mojego życia" i ciepłej kawy jak piszą portale o macierzyństwie. Zaczęło się po prostu "nasz życie", dopasowane do potrzeb całej trójki! W ciągu dnia dalej lubię ruch i aktywnośc - spacerujemy ze znajomymi, chodzimy do restauracji, jeździmy w weekendy zwiedzac lub rozkoszowac się wsią. Wierzę, że te zmiany pobudzą i już pobudzają rozwój naszej córeczki - poznaje twarze, zapachy, odgłosy. Cały czas próbuję nowych koktajli i wyszukuje ciekawe przepisy na owoce morza. Lubię jednak wracac do domu. Lubię wieczory i to, że zawsze o 20.00 urządzamy kąpiel po której jest czas na karmienie, czytanie bajki i tulenie maluszka. Lubię to, że Zosia zawsze pachnie tym samym płynem do kąpieli. Lubię swoje poranki kiedy wita mnie mój mały budzik. Czas kiedy przed śniadaniem biorę prysznic i słyszę z łazienki chichoty taty bawiącego się z Zosią. Lubię to, że po śniadaniu mamy czas na zabawę i dopiero po porannej drzemce i ruszamy w gwarny świat :) Rutyna? "Nie, nie, nie! Ale pełne miłości rytuały? Tak, jak najbardziej" :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Choć Staś jest jeszcze w moim, rozrastającym się z każdym dniem, brzuchu, i każdy dzień wypełniają najróżniejsze wyobrażenia, jak to będzie, gdy ten mały Cudak będzie już nie we mnie, a obok mnie, to już teraz mamy swoje małe rytuały. Poranki są zarezerwowane dla taty, który przed pójściem do pracy prowadzi monolog skierowany do Staśka, który pełen jest obietnic w stylu: "Bądź grzeczny i nie kop mamy. Za dwa chupa chupsy? No dobra". I w ten oto sposób nasze nowo narodzone dziecko zostanie przez tatę obdarowane całym wagonem lizaków. :) Wieczory z kolei zarezerwowane są dla nas. Leżę lub siedzę i obserwuję, jak Stasiu wprawia mój brzuch w ruch, tworząc niezliczone fale Dunaju. Opowiadam mu o mojej miłości do niego, czytam bajki, te, którymi męczyłam w dzieciństwie moją, zmęczoną po pracy, mamę i nie mogę się doczekać, kiedy zobaczę jak ten stworzony przez nas Cud, patrząc na mnie, wygina swoje maleńkie kąciki ust ku górze. :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Witam. Ja czekam akurat na drugie Maleństwo. Starsza córka ma już 10 lat i z doświadczenia mogę powiedzieć, że rytuały sprawiają od początku, że dziecko wie co się dzieje, co będzie się działo. Wie jak poukładany jest świat w koło i czego się spodziewać.
    Nasze dotycgczasowe rytuały to było kąpanue i chodzenie spać o określonej porze, wieczorne codzienne czytanie i przytulanie przed snem. Przytulanie przy oglądaniu telewizji. Teraz razem gotujemy, razem ogarniamy dom. Większość baszych rytuałów bardziej "dorosłych" polega na angażowaniu całej rodziny w to co się akurat w domu dzueje. Razem też czekamy na Malucha i kompletujemy wyprawkę.

    OdpowiedzUsuń
  16. Mi właśnie mija trzeci miesiąc macierzyństwa i gdyby nie to, że mój synek od początku świetnie reagował na ustalony porządek dnia to zapewne zastanawiałabym się, co też najlepszego uczyniłam ;) pierwsze dziecko, gdy wokół Ciebie nie ma nikogo, kto mógłby nakierować, pomóc, doradzić... to wszystko było dla mnie jak skok na głęboką wodę. Z dnia na dzień uczyłam się mojego syna, co lubi, kiedy jest śpiący, czego potrzebuje - i tak już kolejne tygodnie :) dzień mija nam od drzemki do drzemki, chwile odpoczynku dla mamy przeplatają się z zabawą, karmieniem i poznawaniem świata. Dzięki rytuałom wiem, że moje dziecko jest szczęśliwe, wyspane i gotowe na każdy nowy dzień. Ktoś może powie - dzień świstaka ;), może i tak, nie zaprzeczam :) już nauczyłam się że grzech zaniechania (brak kąpieli, przetrzymane czuwanie itp) mści się natychmiastowo. Mogę też szczerze polecić otulacze - nasz szkrab ze swojego pierwszego niestety wyrósł - ale otulacze dla nas równały się spokojnym nockom, brakom kolek i szybkim zasypianiem, gdy małe ręce jeszcze bardziej przeszkadzały niż pomagały. Cóż mogę dodać - wybrałam się ostatnio do pracy i usłyszałam, że macierzyństwo mi służy. A ja po prostu wiem, ze w tym szaleństwie jest metoda :) a zdrowy egoizm też jest ważny i czasem przy życiu trzyma myśl, że wieczorem po wieczornym rytuale przed 20 masz już wolne od swojego bezzębnego szefa :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Są takie dzieci (mam takie dwa na stanie), że w głębokim powazaniu mają jakąkolwiek powtarzalność i rytuały. Starsza już pięciolatka to mistrzyni spontanu. Wbrew pozorom to bardzo ułatwia życie, bo ona np nie czeka na obiad o 13ej, rzuca się hasło do wyjścia i wychodzi :). Młodsza co miesiąc ma inny pomysł na rytm dnia (ma prawie 9miesiecy) i jedyne co się powtarza i musi być, to zasypianie w łóżeczku (a co dalej to różnie). Tak więc można mieć plany co do spacerkow, spania, jedzenia, kapania, ale czasem dziecię dość boleśnie to wszystko weryfikuje. Bo ja mistrzem spontanu nie jestem i naprawdę pożądam tych rytuałów,ale co zrobić skoro Młode nie chcą...

    OdpowiedzUsuń
  18. Aga, piękny kącik urządziłaś dla Waszego Chłopczyka! Jestem zauroczona :)))
    Uściski dla całej Waszej piątki :*

    OdpowiedzUsuń
  19. Rytuały, plan działania, założenia, wszystko zawsze skrzętnie zanotowane i odhaczane. A tu na świecie pojawia się mały Człowiek, oczywiście plan na w mojej głowie ułożony....spacery o tej i o tej godzinie, przytulanie po kąpieli, pory karmienie tylko dla nas we dwoje. A Mały Człowiek już po tygodniu obecności na tym świecie jasno daje do zrozumienia, że plan to On ma swój własny. Rojbruje całkiem nie wtedy kiedy jest na to pora, krzyczy i płacze o ok. 200% więcej niż miałam w swoich założeniach, a tu jednak jakoś ten dzień w ryzach trzymać trzeba. Dlatego codziennie wieczorem staram się na nowo wszystko poukładać i codziennie rano mierzymy się na nowo z tym ładem. To swój dzień i swoje codzienne czynności i zadania muszę rozplanować pod te niespełna 74 cm wzrostu małego ciałka:) Każde drzemka Synka musi być wykorzystana z wręcz lekarską precyzją, każda droga na spacer idealnie zahaczająca o stragan na rynku z akurat brakującym produktem. Rytuały i plany więc są, jednak dotyczą w zdecydowanej większości Mamy. Mama się organizuje i to jest jedyny złoty środek póki co;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Kocham rytuały, stabilizację i powtarzalność dnia. Taka przewidywalność daje mojemu dziecku ogromne poczucie bezpieczeństwa, gdyż ona dokładnie wie, które rytuały po sobie kolejno następują. To wcale nie oznacza, że nasze dni są nudne, o nie!. Wypracowanie stałych godzin, na przykład popołudniowej drzemki, pozwala mi ogarnąć dom i ugotować obiad, gdy moja córka słodko śpi. Wiem, że te dwie godziny dziennie mogę zarezerwować na domowe porządki a resztę czasu ze spokojem poświęcić córce. Ona zadowolona, ja szczęśliwa!. A tak wygląda nasz dzień, wstajemy około 7:00, potem następuje wspólne śniadanie, ubieranie i koło 8:00 jesteśmy gotowe do zabawy. Jeśli pogoda sprzyja, idziemy na spacer. Na godzinę 11:00 przewidziana jest kaszka z owocami, i potem znów czas wolny na harce. Drzemka następuje między 12:00-14:30, po czym jest obiad. Jeśli jest przyjemnie na zewnątrz, to do 17:00 spędzamy czas na tarasie, następnie wraca mój mąż z pracy i wspólnie zasiadamy do stołu. My jemy obiad a córka jogurt z owocem. Do godziny 19:00 jest zabawa z tatą a potem czas kąpieli, butla na dobranoc i sen około 19:40. Jestem z siebie niesamowicie dumna, że udało się ułożyć tak fantastyczny plan dnia. Każda mama wie, że jest to czasami bardzo trudne i wymaga od nas ogromnej determinacji. Nam z codziennymi rytuałami jest cudownie i absolutnie nie zamierzam tego zmieniać. Może i spontaniczność jest dobra ale nie dla mnie i mojej rocznej córki.

    OdpowiedzUsuń
  21. Dominika Węclewicz19 września 2016 10:44

    12 marca 2015 nastąpił chaos. Długich miesięcy potrzebowaliśmy zanim znów w naszym życiu zaczęła wyłaniać się jasność, która trwa do dziś i z każdym dniem oświeca nas coraz mocniej. Zostać rodzicem to niewątpliwie najtrudniejsza w życiu rola do spełnienia. Słuchanie potrzeb dziecka, ale jednocześnie nie zatracanie w tym siebie wymaga dobrego planu dnia. Można powiedzieć, że każdy nasz dzień wygląda tak samo. Ale w rzeczywistości tak nie jest, bo nasz 1,5 roczny syn każdego dnia jest inny, każdego dnia widzi i rozumie więcej, uczy się nowych rzeczy i na co innego zwraca uwagę. Najbardziej lubię nasz rytuał dotyczący zasypiania wieczornego. Zaczyna on się już od kąpieli za tatą. Potem mycie zębów, wycieranie połączone z turlaniem się na łóżku. Następnie wybór smoczka: Janek zawsze smakuje dwa, po czym decyduje się na „ten lepszy” :) Ubieranie pieluchy, piżamki i Dziecko gotowe, by wskoczyć w ramiona taty. Razem wędrują do kuchni i przygotowują dla Janka bidon z wodą. Wracają do sypialni, gdzie czekam już ja i Janek słodkim głosikiem mówi tacie „papa” i wysyła dmuchnięciem z rączki rozbrajającego buziaczka. Po czym siada na dużym łóżku, popija swoją wodę i ogląda książeczkę. Zawsze tę samą, której nigdy nie czytamy w dzień. Po jakimś czasie pokazuje na lampę i kładzie głowę na poduszkę. Ja gaszę światło, kładę się obok i czuję tylko jak małe rączki ściskają mi szyję, a policzek przytula się do policzka. Tak zasypiamy :) Wszystkie czynności następują zawsze w tej samej kolejności, dzięki temu nawet „w gościach” zasypianie przebiega bez problemu. Ciekawe ile z tego uda nam się zachować, gdy nasz mały bezpieczny świat w styczniu znowu zadrży w posadach i wkroczy do niego kolejny mały Chłopiec? :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Rytuały w naszym życiu pojawiły się powoli, kształtowały się trochę same. Przyglądając się Młodemu Człowiekowi od pierwszych chwil życia, jego nastrojom i temu jak się w danej chwili czuje godziny i czynności same ułożyły się w plan dnia. To nie my wymyśliliśmy sobie rytuały, to Młody Człowiek z nami je wypracował. Oczywiście nie jest ON szwajcarskim zegarkiem i jego preferencje co do drzemek, posiłków, spacerów i godzin pójścia spać co jakiś czas zmieniają się, a my go obserwujemy, słuchamy i modyfikujemy to co już ustalone. Jak był zupełnie malutki, to śmieliśmy się, że jak już się do czegoś przyzwyczaimy to zaraz się zmieni :) Staramy się trzymać "zegarka", ale też jesteśmy elastyczni, szczególnie teraz kiedy ma już ponad 2,5 roku i inaczej gospodaruje swoją energią, różnie spędza dnie, miewa swoje humory. Widzimy jednak, że rytuał pomaga mu być wypoczętym i spokojnym, nam ułatwia planowanie odpoczynku, pracy czy podróży.
    Za jakieś 5 tygodni pojawi się w naszym życiu Młodsza Siostra, zupełnie nowy charakter, inny temperament, nie wiemy czego będzie potrzebowała, jak będzie reagowała, w jakich godzinach będzie jej wygodnie odpoczywać...zobaczymy. Wiem jednak, że rytuały będące reakcją na potrzeby Małego Człowieka pomagają mu się wyciszyć i zregenerować a rodzicom znaleźć chwile dla siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Również czeka mnie kompletowanie drugiej wyprawki ;) i taki otulacz to must-have dla lutowego maluszka. Przy starszym synie nie miałam, bo urodził się w środku upalnego lata i otulałam go tylko bambusową pieluszką.

    Jeśli chodzi o rytuały, to my swoje wypracowaliśmy na samym początku i dalej się ich trzymamy - dzieć 14 miesięcy. Szczególnie ważne są dla mnie te wieczorne, bo robimy wszystko wspólnie z mężem. To jest nasz magiczny, rodzinny moment, a dzięki swojej stałości i powtarzalności napawa mnie szczególnym spokojem - cokolwiek by się w ciągu dnia nie działo, wieczór będzie nasz. Takie uporządkowanie jest niezwykle ważne dla dziecka, wie czego może się spodziewać i przez to spokojniej zasypia. Ostatnio, Bartek staje się coraz bardziej komunikatywny i widzę, że dobrze potrafi się odnaleźć w naszym trybie dnia właśnie przez to uporządkowanie. Ostatnio tak dobrze się bawił gdy nadeszła pora kąpieli, że pozwoliłam mu jeszcze trochę poszaleć zanim go włożyłam do wanny, a po kąpieli i ubraniu puściłam jeszcze na ziemię, bo nie wydawał mi się zmęczony, a on podreptał do swojego pokoju, stanął przy fotelu, na którym co wieczór karmię go przed snem i czekał, aż do niego przyjdę kontynuować naszą wieczorną rutynę :) robi mi się ciepło na sercu, jak sobie przypominam ten widok, upewnia mnie to w przekonaniu, że to trzymanie się planu jest dla dziecka na prawdę kluczowe, pomaga mu wkroczyć w samodzielność.

    OdpowiedzUsuń
  24. Początki naszego rodzicielstwa z Małym Chłopcem były dla nas bardzo trudne. W naszym życiu panował chaos, kłótnie i łzy. Odkąd wprowadziliśmy codzienny rytuał jesteśmy szczęśliwymi rodzicami i mamy szczęśliwe dziecko. Od początku opieraliśmy się na "Zaklinaczce dzieci" i spotkaliśmy się z zarzutem rodziny, że ustawiamy dziecko pod książkę, że tak nie można. Nie o to w tym wszystkim chodziło. Było wiele uwag, rad, wtrącania się... My potrzebowaliśmy zrozumieć się nawzajem. Nauczyć się języka Małego Chłopca. Stworzyć swój bezpieczny azyl i rytuał. Gdybym teraz spotkała Tracy Hogg, to uściskałaby jej ręce. Pomogła mi pokochać moje dziecko, które ciągle krzyczało, pomogła mi odnaleźć się w nowej roli. Dzisiaj Mały Chłopiec nie jest już taki mały. Każdy dzień rozpoczynamy razem. Chłopiec ubiera się razem z tatą, a ja przygotowuję śniadanie. Odkąd Chłopiec zaczął jadać to, co my, to celebruję każdy moment przy stole. A kiedy wyciąga swoją małą rączkę i chce nas częstować swoją kanapeczką, to łezka kręci mi się w oku. Jest pięknie, tak spokojnie. Po śniadaniu zawsze bawimy się razem, aż do drzemki. Wtedy Chłopiec zjada kaszkę i idzie spać. A ja mogę wypić kawę, zająć się domowymi porządkami lub najzwyczajniej w świecie pomalować paznokcie. Dobrze jest wiedzieć, że jest taka część dnia, która należy tylko do mnie, ale też dobrze wiedzieć kiedy ona następuje. Chłopiec wstaje wypoczęty i siadamy wszyscy do wspólnego obiadu. W. często popołudniami bawi się sam, czyta książeczki z tatą, biega po ogródku z ukochaną konewką lub pomaga mi w codziennych obowiązkach. Wieczór należny do chłopaków, to tzw. męskie sprawy. Tata kąpie chłopca i kładzie go spać. Mamy ustaloną godzinę, której nigdy nie przekraczamy. Do 12 msc. była to 19:00, teraz Chłopiec chodzi spać o 19:30. Można by powiedzieć, że nasze dni są nudne, ale wcale tak nie jest! Ułożyliśmy sobie pewien porządek. Na początku kurczowo trzymaliśmy się godzin, odstępów czasowych i następujących po sobie czynności. Teraz weszło nam to w nawyk i rzadko kiedy spoglądamy na zegarek. Nasz syn czuje się bezpieczny. Nie płacze przed snem, bo wie, że to czas na odpoczynek, a jak tylko wstanie, to dalej będzie mógł odkrywać świat. Czuję się spełniona w roli mamy.

    OdpowiedzUsuń
  25. Kącik jest przepiękny :) Ale napisz proszę odrobinę szerzej o kołysce. Czy malutki J. naprawdę w niej sypia? Na ile się ona Wam sprawdza? Czy jest wygodna w wyjmowaniu / odkładaniu Maluszka?

    OdpowiedzUsuń
  26. Hej, e-mail z adresem dotarł? :)

    OdpowiedzUsuń