30 mar 2011

kolejne powroty.

Od soboty jestem w domu. Tyyyle się działo, że nawet nie miałam chwili, aby spokojnie napisać, że już wróciłam.

W sobotę naszego łaciatego Misia Uszatka pogryzł pies i Toffik stracił część ucha. Byliśmy na szyciu i na szczęście wszystko póki co goi się dobrze. Silna i zdrowa jest ta nasza ruda bestyjka, więc mam nadzieję, że wszystko będzie w porządku. Zdjęcie Misiaka mam, ale oszczędzę Wam tego smutnego widoku - Rudy wygląda jak prujący się miś...

Po dwutygodniowym pobycie w Warszawie i MPB 2011 mogę się pochwalić, że na dzień dzisiejszy jestem 5tą baristką w Polsce - myślę, że jak na pierwszy raz to całkiem nieźle, choć moja ambicja podpowiada mi, że mogłoby być lepiej. Za rok!



Po raz kolejny przekonałam się, że miło jest, kiedy druga osoba słucha tego co mówię. Kobiety kochają dostawać kwiaty, a jeśli mężczyzna postara się i słucha, jakie lubią NAJBARDZIEJ, to wtedy jest naprawdę miło. Mój mnie słucha i wie, że niekoniecznie lubię róże. Dlatego jeśli już dostaję kwiaty, to są to takie, które uwielbiam. W sobotę dostałam kosz przepięknych miniaturowych bratków. I jak mam nie myśleć, że On jest najkochańszy na świecie?



Pozdrawiam Was serdecznie!

PS. W piątek znowu zaczyna się szaleństwo - jedziemy na narty do Livigno!